Zakładki:
Aby porozmawiać
Inne miejsca
Obok
|
piątek, 20 listopada 2009
soulmates never die, part 2.
Zazwyczaj staram się być skromna, bo wiem, że mam ku temu powody, ale wczoraj zasłużyłam na największy pamiątkowy pucharek. Począwszy od planu stworzenia grup zajmujących miejsca i biegnących do szatni, poprzez dostanie się do 4 rzędu, aż do przedostania się do rzędu drugiego i 15 sekund na telebimie. Za to należy mi się puchar jak nic. Najbardziej bałam się, że zawiedzie mój organizm, że nie wystoję tylu godzin, że zechce mi się sikać, albo że przewrócę się w tym zaduchu. Ale udało się, byłam strasznie głośno i niesamowicie blisko. Cekinowa szarfa Stefana, historyjki Briana o Stevenie jako wprowadzenia do poszczególnych piosenek, magiczna wersja Because I want you, dwa bisy, tradycyjny szał na Special k wraz z obowiązkowym odśpiewaniem para pa pa para ra. Ten koncert zdecydowanie przebił Torwar 2007 i Openera. Dla mnie czas się po prostu zatrzymał, nic do mnie nie docierało, ponoć byłam tak wpatrzona w scenę, jakbym zamierzała podnieść perkusję siłą woli. Nic nie było w stanie mi zniszczyć tych chwil. Tylko teraz jestem w ciężkiej depresji po-koncertowej, nie wiem, co robić i jak żyć. Marzą mi się takie pojemniki na uczucia. Wczoraj, gdy już stałam pod sceną, przepełniała mnie euforia i wielka siła. Bo skoro udało mi się dopchać aż tak daleko, to już nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Chciałabym móc trzymać to uczucie gdzieś głęboko schowane i wąchać raz na jakiś czas. Nie za często, żeby nie osłabło i nie spowszedniało. Wczoraj poważnie zastanawiałam się przez moment, czy nie rzucić się pod nocny autobus i nie umrzeć w chwili największego szczęścia. Doszłam jednak do wniosku, że skoro udało mi się dopchać i pokazano mnie na telebimach, to mam zarówno siłę, jak i szczęście. A wiadomo, że dzięki nim osiągnę wszystko, co zechcę. Głupio by było to ominąć.
czwartek, 12 listopada 2009
the only thing you can rely on is that you can't rely on anything.
Nie mam siły na papierosa, herbatę, prysznic, położenie się spać. Ale przecież tego chciałam, o to mi własnie chodziło. Właśnie tak. Sny są podobno wynikiem zmęczenia. Moje ostatnio są tak pokręcone i dziwne, że z przejęcia budzę się kilka razy w ciągu nocy. Albo śnią mi się ludzie, którzy nie wiedzą o moim istnieniu, albo osoby, o których istnieniu ja wolałabym zapomnieć.
poniedziałek, 09 listopada 2009
then the clouds will open for me.
Dziś mówię sobie tak: dziewczyno, jeśli nie potrafisz cieszyć się na koncert Twojego ulubionego zespołu, to z czego będziesz się cieszyć? nie traktuj tego jak nieuniknionego fatum, wiadomo, że ta chwila minie i nie zostanie Ci nic poza wspomnieniami, ale może będzie tak jak w 2007 i na Openerze, dostaniesz megakopa, który pozwoli Ci przeżyć jakiś odcinek czasu, a nie gigantycznego doła, który przygniecie Cię tak, że nie wstaniesz z łóżka przez tydzień, wszystko może się wydarzyć, bo wszystko się wydarza. Lepiej się jaraj, mówię Ci, tak będzie lepiej dla Ciebie, tak będzie łatwiej, if you don't change your situation then you'll die, you'll die, don't die, don't die, please, don't die.
wtorek, 03 listopada 2009
explosions in the sky.
Listopad trzeba przeżyć szybko, nie zastanawiając się, po prostu odbić się i skoczyć w ten wir. Niech zleci szybko, tak jak październik, niech będzie zima, bo po niej już zaraz wiosna. Trzeba przeżyć szybko ten podły czas, nie myśleć za dużo, nie oglądać się za siebie. Tak bardzo przeraża mnie myśl o tym, co stanie się po 19 listopada. Na co będę czekać, czym żyć. Czasami wydaje mi się, że równie dobrze może być już koniec świata. Na razie nie chcę o tym myśleć, na razie muszę powrócić do techniki krótkich horyzontów czasowych, na razie trzeba przeżyć najbliższe godziny, dni. Znając życie, później coś wymyślę. Przecież jestem świetna w dorabianiu sobie teorii, której mają nadać sens rzeczom, które tak naprawdę go nie mają.
wtorek, 27 października 2009
slackerbitch, faghag, whore, always knocking at my door.
Doświadczenie podpowiada mi, że w czasach niepokoju należy zwrócić się ku zapierdalaniu. Kryzys co prawda nie minie dzięki temu, ale ile wart jest przecież spokój w głowach.
piątek, 23 października 2009
All the lonely people, where do they all belong?
Dziś okazało się, że przepadają mi zajęcia, mam w końcu czas iść na kawę, posiedzieć, porozmawiać. I tak właśnie robimy - idziemy z E. w jedno z moich ulubionych miejsc, a tam niemalże robimy sobie sesję terapeutyczną nad dobrym jedzeniem. Tylko przez jedną chwilę nie jestem w stanie nic powiedzieć- gdy E. pyta mnie Aśka, a co Ty byś właściwie chciała robić? Po chwili milczenia jestem w stanie stwierdzić tylko tyle - ja też jestem jedną z tych osób, które nie wiedzą, czego chcą. Wiem tylko, czego nie chcę. Wbrew pozorom nie jest to połowa sukcesu.
sobota, 17 października 2009
only after disaster can we be resurrected.
Sama byłam przerażona wyznaczeniem sobie deadline'u, określeniem momentu, w którym będę pozbierana i wszystko wróci do normy. Ale udało mi się. Jestem spokojniejsza, bardziej zniszczona, ale mimo wszystko mam jeszcze siłę. Czułam, że w ostatniej chwili po prostu się ogarnę, zawsze tak robię i w większości przypadków się udaje. Śnią mi się dziwne rzeczy - raz, że robię badanie nt. filmów pornograficznych, później, że normalne papierosy zniknęły i że istnieją tylko takie do samodzielnego skręcania,a w dodatku okazuje się, że nie mam zdolności manualnych potrzebnych do stworzenia zapiksa. M. twierdzi, że to ze zmęczenia, pewnie ma rację. Dziś zrobiłam sobie dzień odpoczynku, jutro dzień porządków, pojutrze nauki. Wciąż uważam, że zapierdol jest lekarstwem na moje wszystkie problemy. Gdy czuję, że niebawem mózg mi eksploduje, cieszę się na 10 godzin zajęć. Co nie zmienia faktu, że jestem wdzięczna światu, że istnieją weekendy. Na razie daję radę, na razie jest całkiem dobrze.
niedziela, 11 października 2009
Bet you sleep like a child with your thumb in your mouth.
Obiecałam sobie, że w poniedziałek będę już pozbierana. Może wyznaczanie terminów na ogarnięcie się nie jest najlepszym pomysłem, ale jeśli bym tego nie zrobiła, to doszłoby do jakiejś tragedii. Wydaje mi się, że jest już lepiej. 10 i więcej godzin zajęć, jeżdżenie metrem w tę i z powrotem i początki festiwalu wpierdolu robią swoje. Przyjechała Rasp, wypiłyśmy dużo wina i wypaliłyśmy dużo zapiksów, to zawsze poprawia światopogląd. Obydwie oderwałyśmy się na chwilę od rzeczywistości, która nie jest tak fajna, jakbyśmy chciały. Doszłam też do wniosku, że jeżeli nie wiadomo, co zrobić, to najlepiej nie robić nic. Nie zastanawiać się, nie miotać. Nigdy nic na siłę.
wtorek, 06 października 2009
I must have died alone, a long long time ago.
Ustalam nowe rekordy w spaniu. 16, 18 godzin na dobę. To trochę smutne, że wychodzę na takiego no life'a, który poza chodzeniem na uczelnię i słuchaniem w kółko tych samych piosenek nie ma nic do roboty. Mimo że nie umiem i nigdy nie będę umieć, to śpiewam mojej kici The man who sold the world Nirvany. To jedna z tych piosenek, które chciałabym umieć zagrać. Nirvana to moje muzyczne gimnazjum, siedzenie ze słownikiem angielsko-polskim i próby zrozumienia jakiegokolwiek tekstu. Chciałabym nie być tą pierdoloną lodowatą księżniczką, która udaje, że ze wszystkim sobie poradzi. Jednak od zawsze uczono mnie, żeby na nikogo nigdy nie liczyć. Być może to miało nauczyć mnie zaufania do siebie samej. Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że teraz oparcie się na kimkolwiek, poproszenie o coś, staje się dla mnie ogromnym wyzwaniem. I wiem, że zaraz i tak będę przepraszać za kłopot. Dziś na przykład miałam ochotę poprosić kogoś chodź ze mną na kawę, posiedź ze mną, muszę się wyżalić i wypłakać. Ale uznałam, że każdy z nas ma swoje sprawy. A poza tym później czułabym się tak, jakbym poprosiła o coś zbyt wielkiego. Wiedziałam, że później nie będę mogła normalnie patrzeć w oczy i rozmawiać. Tak jak pisałam w poprzedniej notce - boję się, że ktoś może wykorzystać moją słabość przeciwko mnie. Nie wiem, czy kiedyś coś się zmieni i czy będę potrafiła ufać. Może na początek spróbuję ufać sobie.
niedziela, 04 października 2009
I never lose control.
To bardzo zabawna sytuacja - gdy jest się osobą, która po prostu nie może się rozsypać. Nie może pozwolić sobie na kryzys. Nie i już. Musi być zawsze gotowa, by na przykład w środku nocy ubrać się i jechać do kogoś, kto o to prosi. Czasami mam wrażenie, że umiejętność słuchania wcale nie jest zaletą. A może inaczej - jest zaletą z punktu widzenia tych, którzy mówią i przelewają na ciebie swoje smutki, żale i problemy. Wydaje mi się, że niektórzy ludzie lubią mnie właśnie za to, że po pytaniu co u Ciebie? nie mówię prawie nic, tylko czekam, aż mnie zaleje czyjś słowotok. Jednak istnieje jakaś granica. W końcu nawet ja staję się zbyt pełna i zaczynam wariować od tego nadmiaru. Co gorsza, nie jestem z tych, którzy proszą o opiekę. Wysłanie smsa kosztuje mnie więcej niż 20, 30, czy 50 groszy. Nienawidzę prosić. Ktoś ostatnio zapytał mnie Aśku, od kiedy jesteś taka silna? Wiem, że nie byłaś taka zawsze. Co się zmieniło? Na początku nie potrafiłam sobie przypomnieć. Później jednak uświadomiłam sobie, że to po lekturze Forresta Gumpa obiecałam sobie, że stanę się silna i że zawsze będę umiała zaczynać od nowa. Nawet po kolejnym zawodzie miłosnym, stracie przyjaciela, błędzie, który sama popełniłam. Wciąż jest tak samo. Nie mówię nikomu o tym, że serce rozpierdala mi się na więcej kawałków, niż ma w rzeczywistości. Nie, ja nie mówię takich rzeczy. Nie chcę być słaba. Może inaczej - boję się, że ktoś zobaczy mnie słabą, a potem wykorzysta to przeciwko mnie. Nie mogę sobie na to pozwolić. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||