Zakładki:
Aby porozmawiać
Inne miejsca
Obok
|
wtorek, 02 lutego 2010
let's follow the cops back home and rob their houses.
Sesja się skończyła. Ze zdziwieniem spostrzegłam, że nadal istnieje świat. Prawdopodobnie istniał pomimo moich zaliczeń, egzaminów, książek, notatek i niewyspania. Ogarniam się, ogarniam, opracowuję plan. Wiosna już niedługo.
środa, 27 stycznia 2010
it's horrid to see you again, so bored of being alive.
Mimo że to już dwudziesta trzecia zima i czwarta sesja zimowa w moim życiu, to jednak nie nabywam wprawy w przeżywaniu tego festiwalu wpierdolu. Marzę o chwili, w której będę miała porządek w mieszkaniu, czyste ubrania, możliwość posiedzenia nad książką z kubkiem ciepłej herbaty. Zamiast tego mam burdel we wszystkich strategicznych miejscach, coraz dziwniejsze stylizacje, a nad notatkami siedzę z kawą, którą, mówiąc szczerze, już rzygam. Albo dostaję napadów histerii, albo jestem na serotoninowym haju (którego powstawanie ładnie mi ostatnio McDreamy). Przydałby mi się koncert Placebo. Tak, to mogłoby postawić mnie na nogi i dać mocnego kopa, którego tak mi teraz trzeba. Szkoda, że w najbliższym czasie grają w Indonezji i Australii.
środa, 20 stycznia 2010
She almost spilled her lager toasting girls of great beauty.
Dziś wymyśliłam pozytywną stronę zapierdolu - czas leci szybciej. Niedługo obudzę się po sesji w lutym, tradycyjnie przetrwam ten chory czas z hektolitrami kawy i milionem papierosów, ślizgając się w drodze do metra, przychodząc codziennie na uczelnię z załzawionymi oczami i wypakowaną po brzegi torbą, z jakimiś piosenkami rodem z Wielkiej Brytanii w słuchawkach, śpiąc dwie godziny po zajęciach i jakieś 4-5 w nocy. Paradoksalnie, im bardziej jestem zmęczona, tym więcej mam w sobie dystansu i poczucia humoru.
sobota, 16 stycznia 2010
needy guys & attention whores.
Odkąd dostałam od Fiszy Pokalanie Piotra Czerwińskiego, chodzi za mną fragment: Młodość jest jak butelki, które rozwalaliśmy o ścianę. Nie można ich skleić z powrotem, ale jest jeszcze szansa, dla każdego z nas, marnych ciuli, że przyjdzie ktoś, kto ułoży z nich witraże. Lecz zanim przyjdzie i ułoży, trzeba odczekać swoje. To teraz mogę iść sobie zapalić.
wtorek, 05 stycznia 2010
I move like a cat, talk like a rat, sting like a bee.
Przez chwilę wydawało mi się, że nie odpoczęłam przez te dwa tygodnie, nie zrobiłam nic pożytecznego i wartościowego. No cóż. Może rzeczywiście nie. Tak czy inaczej będę miała niebawem okazję, żeby znów się wykazać. Czuję, że następnym razem wyśpię się porządnie w lutym. Będzie śmiesznie. Już to czuję. Ale nie mam wyjścia, muszę to zaakceptować i dać z siebie wszystko. Jak co roku o tej porze: go, Asia.
środa, 30 grudnia 2009
it's a perfect place to start.
Zbiera mi się na podsumowania, oj zbiera. Tylko że za bardzo nie ma co podsumowywać. Wystarczy powiedzieć, że ten rok upłynął mi pod znakiem Placebo i zapierdalania. Wydaje mi się, że jestem na coraz wyższym poziomie dorosłości, mimo że nawet ci, którzy choć trochę mnie znają, pewnie tego nie zauważyli. Wczoraj wyciągnęłam ze skrzynki urodzinowo-świąteczno-noworoczną przesyłkę od A. Jak czytałam to, co napisała mi na kartce w wesołe renifery, to pomyślałam sobie, że wszystkie nasze relacje są na zasadzie (wybaczcie mi to określenie rodem z podręcznika do fizyki) prawa naczyń połączonych. Gdy komuś coś się psuje, to nawet jeśli próbujemy się od tego odsunąć, to i tak w jakiś sposób zaprząta to nasze myśli. Gdy dajemy radę, ludzie mogą czerpać z nas jakąś siłę i myśleć sobie, że im też się uda. Po raz już chyba miliardowy jestem pod wielkim wrażeniem siły internetu i tego, jak potrafi krzyżować nasze drogi. Dziś życzę Wam i sobie tego, co ostatnio. Żebyśmy byli zajebiści, nie-do-rozjebania, żebyśmy zawsze dawali radę i mogli czerpać z siebie energię.
wtorek, 22 grudnia 2009
farewell my black balloon.
Wczoraj chodziło mi po głowie zdanie z High Fidelity, nie jestem w stanie zacytować go z pamięci, ale chodziło o to, że w czasach niepokoju powinno się mieć prawo do zawieszenia urodzin, że powinno się je obchodzić tylko wtedy, gdy wszystko idzie dobrze. W związku z tym, że moje urodziny wypadają tak, że nie mam możlwiości zrobienia imprezy czy chociażby zaproszenia przyjaciół na piwo, to zamierzałam spędzić je tak jak Rob z wymienionej już książki: siedząc w domu i oglądając gówniane filmy. Jednak moi rodzice znają mnie na tyle, żeby wiedzieć, że wystarczy jakikolwiek prezent nawiązujący do Placebo, żeby zrobić mi dobrze. Tak więc spędziłam urodzinowy wieczór oglądając dokument z nagrywania Battle for the sun. Dziś przed południem wyszłam kupić sobie zapiksy, które potajemnie palę w kuchni, tak, żeby ojciec i brat nie widzieli. Po drodze usiadłam sobie na nie do końca przysypanej śniegiem ławeczce, temperatura była dodatnia, słońce grzało mi w plecy, a mi wcale nie chciało się wracać do domu, co zapewne miało związek z wyżej wymienionymi warunkami i tym, że nie zamarzały mi dziurki w nosie. Słuchałam sobie tej piosenki, odpalałam zapiksa i myślałam sobie, że tak w zasadzie na razie nie ma czasu niepokoju. Może jestem trochę przygaszona i smutna, ale nie dzieje się nic niedobrego. Pomyślałam też, że jeszcze nie życzyłam sobie niczego z okazji dwudziestych drugich urodzin. I doszłam do wniosku, że chciałabym sobie życzyć tego, co mówili Brian i Stefan o swoim nowym perkusiście. Że ma zajebiście dużo energii, radości i takiego podejścia w stylu ja chcę, ja to zrobię, będzie zajebiście. Chcę zasługiwać na to stwierdzenie, które ostatnio parę razy słyszałam - że wyglądam jak jeszcze-nieupadła-gwiazda rocka. Chcę optymizmu, siły do stawiania czoła wyzwaniom i umiejętności ślizgania się po wielkich falach. To są moje, bardzo lekko spóźnione życzenia dla mnie.
środa, 16 grudnia 2009
subterranean homesick alien.
Jeżeli wychodzę rano z domu słuchając OK Computer, to oznacza, że jest już bardzo ciężko i źle. Znaczną część trasy na uczelnię pokonuję z zamkniętymi oczami, udając, że jestem gdzieś indziej. Ostatnio bardzo dużo jeżdżę metrem, zdecydowanie za dużo. Dajcie mi trochę słońca, bo zaraz bateria padnie. I więcej niż 5 godzin snu na dobę, z tych samych powodów. Zastanawiam się jaka jest idealna granica pomiędzy zapierdalaniem a czasem wolnym. I czy jestem już na tym etapie, że gdybym nie miała co robić, to oszalałabym z nudów. No i jeszcze jedno: czy z powyższych wynika, że tak naprawdę nie mam życia. A może, tak jak House, nie posiadam tylko życia prywatnego, żeby nikt mi się w nie nie wpierdalał. Bo po co robić sobie problemy?
wtorek, 08 grudnia 2009
put your hands in the air and wave them like your give a fuck.
Wcale nie chce mi się świąt, ale zdecydowanie potrzebuję tych 2 tygodni wolnego. Już powoli dostaję pierdolca, jestem nieustannie zirytowana, mimo że nie daję po sobie tego poznać. Zmęczenie w dużym stopniu wynika z mojej winy, zapominam o wielu rzeczach, by przypomnieć sobie o nich w ostatniej chwili. No i później zapierdalam do późnych godzin nocnych, po raz nie wiem który naginając czasoprzestrzeń do swoich potrzeb. Staram się, żeby zima nie wdarła się do mojej świadomości, chociaż tak naprawdę marzę o zimowym śnie i pobudce na wiosnę. Staram się ze wszystkich sił zachować wiarę w swoje możliwości, jakimiś sekretnymi sposobami podsycać światełko, które zapaliło mi się w głowie na Torwarze. A jeśli nie da się go podsycić, to przynajmniej staram się je zasłaniać ręką, tak jak płomień zapalniczki w wietrzny dzień.
wtorek, 01 grudnia 2009
days before you came, freezing, cold and empty.
Piękna pogoda była dziś rano, więc większość mojego okienka spędziłam siedząc na ławce, paląc, słuchając po raz setny bootlegu z Torwaru i gapiąc się na ludzi i przejeżdżające samochody. Było mi wesoło bez powodu. A może powód był, ale mały i raczej nieważny - miałam czas, żeby posiedzieć, pogapić się i nic nie robić. Ostatnio tak rzadko mi się to zdarza. I doszłam też do wniosku, że bardzo dobrze zrobiłam, nie rzucając anglistyki. Drobne sukcesy, wesołe rozmowy z nejtiwami, śmieszne historie opowiadane przy pospiesznym papierosku. Lubię to, zdecydowanie to lubię. Chyba warto spać po 5 godzin i zapierdalać na okrągło. Dawno nie miałam takiego poczucia satysfakcji, nie pamiętam też, kiedy ostatnio mogłam powiedzieć sobie Aśka, wiesz co, wcale nie jest tak źle, dajesz radę i jesteś całkiem zajebista. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||